Black Tusk – Taste The Sin

black tusk taste the sinPrzeczytałem gdzieś, że okładka najlepiej oddaje to z czym mamy do czynienia na tym wydawnictwie. W sumie racja ale nie wszyscy wiedzą kto to jest John Baizley, nie znają jego twórczości „okładkowej” jak i muzycznej więc szybkie wprowadzenie. Black Tusk to ekipa 3 typów z Savannah, obracających się w klimatach sceny sludge metalowej. Czyli tacy kolesie Baroness, Kylesy oraz Mastodona(ze szczególnym naciskiem na Kylesę, Baroness i Mastodon to trochę inna bajka). Taste The Sin to ich drugi album w dotychczasowej 3-longplayowej dyskografii. Na fali fascynacji sludge’em sięgnąłem po ich płyty, zacząłem właśnie od tego krążka. Zaczyna się niepozornie – „Embrace The Madness” ma kilkunastosekundowe delikatne wprowadzenie. Ale dochodzimy do okolic 0:15 na liczniku i tu pojawiają się gitary. O kurde!!!! Stonerrrrrrrr!!!:) Kocham to strojenie (tu idealnie przypomina Welcome To Sky Valley Kyussa tylko jest jeszcze cięższe), już jestem w siódmym niebie. Dodatkowo na plus działa brzmienie – muzyka wgniata w fotel, miażdży, nie to co niektóre produkcje, które mimo fajnego materiału są płaskie niczym większość lekkoatletyczek. Tu może i muzyka nie jest ambitna ani wysokich lotów ale doznania podczas jej słuchania są niesamowite (przebrnijcie na wysokim volumie przez cały album;). Taste The Sin zagrany jest na szybko/bardzo szybko. Praktycznie tylko „Unleash The Wrath” jest troszkę wolniejszy, walcowaty. Reszta to szybkie biegi krótkodystansowe typu „Snake Charmer” czy „Red Eyes, Black Skies” przeplatane sprintami pokroju „Way Of Horse And Bow” lub „Double Clutchin’ – The Ride”. Niezależnie od prędkości Black Tusk praktycznie nieustannie przytłacza nas swoim ciężarem, ścianą dźwięków. Nie jest to jednak bezsensowne napieprzanie, z którego nic nie wynika, w którym nie idzie wyłapać rytmu i gdzie wszystko zlewa się w jedną całość. Tu różnorodność jest dość duża, bez problemów można poczuć rytm, „melodię” poszczególnych utworów. Także muzycznie jest bardzo dobrze, momentami świetnie, jako fan stonerowego brzmienia jestem w pełni usatysfakcjonowany. Przechodzimy do rzeczy „kontrowersyjnych” czyli detali, które nie wszystkim muszą się podobać. Osobiście widzę tu jedną taką rzecz: wokale. Black Tusk nie ma głównego wokalisty, obowiązek ten podzielony jest między wszystkich członków zespołu. Czyli w tym wypadku drą ryja na zmianę. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady bo inaczej ich gardłowych popisów nie można nazwać – obstawiam, że większość z czytających ten tekst mogła by się zaprezentować na podobnym jeśli nie wyższym poziomie. Mi to nie przeszkadza, innym może. Podobnie jak warstwa liryczna tego wydawnictwa –  jakoś specjalnie się w nią nie zagłębiałem ale z tego co udało mi się wyłapać to tu też wielkiej rewelacji nie ma. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – kto słucha takiego grania dla wokali czy tekstów? To nie jest Grechuta czy Szczepanik żeby zastanawiać się nad głębią przekazu. Taka muzyka ma kopać po dupie, gnębić i maltretować. I to ekipie Black Tusk na tym krążku doskonale się udaje. Taste The Sin to taki wysokokofeinowy napój energetyczny dla uszu, koncentrat mocy potrzebnej na dobry początek każdego dnia.

Moja ocena -> 8/10

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyczny i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Black Tusk – Taste The Sin

  1. Kinio pisze:

    Do którego z tych trzech byś przyrównał ten zespół? Bo dobry Sludge jest dobry i być może zapoznam się. 🙂

    • Rolu pisze:

      Hmmm. Brzmienie kyussowskie, tylko jeszcze bardziej przytłaczające. Ze sceny sludge najbardziej przypominają mi wczesną Kylesę, ewentualnie pierwszy album Mastodona. Chociaż Baroness i Mastodon to zdecydowanie więcej kombinowania. Tutaj jest prościej ale o wiele bardziej energicznie i potężnie.

  2. be_red pisze:

    tak napisałeś recenzję że powiem ci że muszę tego posłuchać, nie wiem co to sludge ale takie czady jak piszesz to ja uwielbiam gdzie to nabyć i za ile?

    • Rolu pisze:

      To nie jest popularne granie w Polsce. W Empiku tego nigdy nie widziałem, trafiały się pojedyncze egzemplarze w Saturnie i MM ale w jakichś chorych cenach w okolicach 60-70zł. Podobnie jest na allegro. Pozostaje angielski/amerykański amazon albo ebay. Jak się zamówi ich całą dyskografię ze Stanów na ebayu to wychodzi po ok. 30-35zł od sztuki. Ale zanim się zdecydujesz to polecam youtube – praktycznie wszystkie ich utwory tam są tylko jakość kuleje ale do zapoznania się wystarczy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s